4 STARTY PO 100 SŁÓW

albo i więcej

Rozgrzewka uczestników Aviva Air Run 2018 w Krakowiefot. Fundacja Aviva

Zbyt wiele czasu zajęło mi odkrycie, że starty w imprezach biegowych to dobra zabawa, spore urozmaicenie treningów, a bywa, że i wielka motywacja. Wszystko to pomaga przetrwać chwile, w których pojawia się ta niedorzeczna myśl, czy aby nie lepiej byłoby spędzić najbliższą godzinę przed telewizorem niźli w śniegu z deszczem przemierzać pod wiatr kolejne kilometry.

Teraz, ilekroć rozmawiam z jakimś nieborakiem o bieganiu, namawiam by spróbować. Nie mówię tu jedynie o biciu rekordów, przełamywaniu własnych barier czy rozwoju biegowym - choć dla mnie osobiście jest to atrakcyjne. Każdy znajdzie coś dla siebie: atmosferę, towarzystwo czy aktywność na świeżym powietrzu wśród podobnych sobie.

Dla chcących wystartować, rzucam garść sprawdzonych i wartych moim zdaniem polecenia wydarzeń, w których było mi dane uczestniczyć w minionym roku.

15. Krakowski Półmaraton Marzanny

Zawodnicy rozpoczynający 15. Krakowski Półmaraton Marzannyfot. K. Porębski, KKB Dystans

Mój pierwszy start, do którego przygotowywałem się wedle planu z Endomondo - 3, 4 treningi w tygodniu w tym jedyny powyżej 18 kilometrów, samowolka zresztą, skończył się kontuzją i trzytygodniową przerwą w bieganiu.

Wszystko świetnie zorganizowane, pakiet odebrany bez kłopotów i kolejki. Na starcie 3034 biegaczy - kolorowo i wesoło, toć to koniec zimy i już wolno biegać.

Niestety niewiele pamiętam, gdy zeszła adrenalina byłem już w połowie drogi. Wiem tyle, że biegło mi się dobrze malowniczą trasą wzdłuż Wisły, wokół Wawelu i przez Stare Miasto. Nie uwierzyłem gdy później ktoś powiedział, że było 14 stopni poniżej zera i straszne wietrzysko - sprawdziłem, miał rację.

XVI Bieg Skawiński

Start uczestników XVI Biegu Skawińskiegofot. UKS "Jedynka"

Zachęcony przez koleżankę z pracy i niesiony falą marcowego doświadczenia, zapisałem się bieg na 10 kilometrów w Skawinie.
Wydało mi się, że mocarz ze mnie i kalkulować sobie jąłem, że 42 minuty na 10 kilometrów to będzie aż nadto. Szczególnie, że trasa płaska jak stół i prosta sprzyjać ponoć miała szybkiemu bieganiu.
Miejsce więcej niż sympatyczne, meta i "miasteczko" w pięknym miejskim parku. Tamże wśród licznych uczestników rozgrzewać się począłem, a o właściwym czasie na start się udałem. Ruszyliśmy - wszyscy poza moim Polarem, który dyktować miał mi tempo (jak się okazało ma tak czasem, przeważnie podczas oficjalnych startów). Początek zatem niezbyt szczęśliwy biegłem gmerając przy zegarku aby choć zapisał co się przez ten bieg we wnętrzu moim działo.

Szybko się okazało, że założenia miałem mocno przesadzone. Dałem jednak z siebie wszystko, więc pod koniec lewe udo jęczało, że dalej nie biegnie (prawe dołączyło następnego dnia gdy chciałem przyklęknąć). Na mecie stawiłem się jednak w całości.

O jakże smakował mi żurek!

Potem losowania nagród dla uczestników wygrać się nie udało. Ale pogoda była piękna i wszyscy dobrze się bawili, choć konferansjer moim zdaniem nazbyt był rubaszny.

AIR Run 2018 - Kraków

Rozgrzewka z ambasadorkami Aviva Air Run 2018fot. Fundacja Aviva

Właśnie mnie przestawały boleć nogi po pierwszym Maratonie, a tu na Facebooku wyskoczyła notka, że bieg-happening się szykuje w intencji czystego powietrza. Każdy uczestnik maskę antysmogową otrzyma i w tejże ma przebyć 10 kilometrów. Akcję sponsorowała fundacja Aviva. Chętnych było wielu, ale o dziwo, decyzję podjąłem szybko i udało mi się zarejestrować bez żadnego problemu.

Znowu pogoda dopisała, a impreza zorganizowana była kapitalnie. Rozgrzewka u stóp Wawelu - prowadzący wraz z ambasadorkami Asią Jóźwik i Angeliką Cichocką świetnie się spisali - energia z uczestników dosłownie tryskała.

Ruszyliśmy. Tak jak się spodziewałem w masce biec przyciężko. Miałem zamiar przebyć w niej cały dystans choć przeczuwałem, że wyniku raczej w niej się nie wykręci. Ot dylemat, sezon się kończy i klawo byłoby sprawdzić na jaki poziom przez te miesiące forma się wdrapała, z drugiej jednak strony czystego powietrza w Krakowie jak na lekarstwo, a bieg miał być protestem.

Sprawa sama się rozwiązała już po kilometrze, przez zaparowane okulary, gdy właśnie maskę poprawiałem, bo wpadła mi do nosa, udało mi się dostrzec, że jako jeden z nielicznych mam ją jeszcze na ustach. A tak! Poddałem się - z lekkim przyznam Wam zażenowaniem - i poszedłem na wynik.

W słońcu kolejne metry dwóch pętli wzdłuż Wisły szybko przemykały, a w końcówce tak pognałem, iż się okazało, że maksymalne tętno mam wyższe o 10 uderzeń niźli przypuszczałem. Krótko mówiąc zmęczyłem się jak jasna cholera.

Potem jeszcze (w związku z przedziwną historią mojej mamy, o czym może kiedyś), chciałem się koniecznie dostać na badania spirometryczne w jednym z dwóch mobilnych laboratoriów. Kolejka jak sto diabłów - nie wszystkim się udało. A mnie owszem, i podobnie jak mój rodzic, wprawiłem laboranta w lekkie osłupienie.

Świetna Impreza, polecam.

VII Niepodległościowa Jedenastka - Biały Kościół

Biegacze na trasie VII Niepodległościowej Jedenastkifot. KKS "Jura Moto Sport", Gmina Wielka Wieś

Choć dla mnie sezon startowy miał się już zakończyć, to namawiany przez kolegę, postanowiłem towarzysko wziąć udział w zachwalanym przezeń biegu z okazji Dnia Niepodległości. Tyle tylko, że spóźniłem się z decyzją o miesiąc z okładem, miejsc dawno już zabrakło.
Czaję się zatem na jakąś okazję, aż tu dociera do mnie informacja, że pechowo jeden z grupy ze względu na kontuzję pobiec nie da rady. Jego nieszczęście pobiec mi pozwoliło - przykro mi i DZIĘKUJĘ.

Tradycyjnie trasa biegu prowadzi przez Ojcowski Park Narodowy i jeśli pogoda dopisze, a tak było tym razem, to jest tam cudownie. Biegniemy przez las bukowy w jesiennych kolorach, i wąwozem wzdłuż rzeczki, i wśród skał wapiennych o kształtach fantastycznych. Dalibóg ODLOT!

Pierwszy kilometr stromo w dół, nie przepadam za tym, zawsze kończy się to dla mnie jakąś niespodzianką. Na szczęście nie było ślisko i wydawało się, że tym razem dałem radę.

Kolegę raptusa (zawsze pędzi na starcie jak szalony) dogoniłem w połowie (taka nasza tradycja, choć pracuję nad tym) i dalej biegliśmy już razem. Było świetnie, a wojskowa grochówka na mecie wyśmienita.
Niestety dwa dni później coś zaczęła doskwierać mi lewa noga i planowane trzy tygodnie na roztrenowanie przerodziło się niemal w trzy miesiące.

Nic to! wrócę w przyszłym roku i zawalczę o wynik.

Relacja z biegu 4 Półmaraton 2 Bieg na 10 km 1
odpowiedz

MagdaMG

05 kwietnia 2019 - 12:05 Krakowski Półmaraton Marzanny to prawdziwe wybudzenie ze snu zimowego. P.S. 4 lata temu za namową chyba tej samej Koleżanki z pracy :) byłam w Skawinie na biegu Pokonaj Focha, ale Bieg Skawiński ma chyba ciekawszą scenerię.

Demiurg

07 kwietnia 2019 - 20:07 Nie byłem więc nie wiem :) Ale widzę, że całkiem sporo uczestników w tym, sądząc po czasach, niektórzy na wysokim poziomie. Ze zdjęć Impreza wydaje się mieć charakter pikniku z atrakcjami dla dzieci, więc można fajnie spędzić wolny czas. A jeśli kiedyś postawię sobie cel "stanąć na podium" to to będzie dobry kandydat, bo widzę, że w niektórych latach dałbym radę w mojej grupie wiekowej :)