18. PZU CRACOVIA MARATON

krakowskie święto biegowe, w którym warto wziąć udział

Zawodnicy wyruszają na trasę 18. PZU Cracovia Maratonfot. S. Gruchalski; Zakład Infrastruktury Sportowej w Krakowie;

Stosując się do własnych zaleceń i chcąc określić miejsce, z którego ruszam w drogę do tegorocznego Celu, wystartowałem w drugim swoim maratonie, i choć pod koniec biegłem już w głębokim stuporze, to teraz, z każdą chwilą, odkrywam kolejne tego wydarzenia walory.

Uczestnicy na starcie 18. Cracovia Maratonfot. S. Gruchalski; ZIS K-ków;

Skąd wziął się pomysł aby w biegu tym partycypować? Nie umiem Wam odpowiedzieć, po prostu zdawało mi się to całkiem oczywiste. Bo jestem biegającym Krakusem i grzechem byłoby nie wystartować? Bo cała grupa znajomych na ten bieg zęby sobie ostrzyła? Bo moim celem na ten rok jest maraton, w tak dla mnie krótkim czasie, że każde doświadczenie jest na wagę złota? Wszystko to i jeszcze więcej!

Jako że staję się powoli weteranem, obyło się bez takich nerwów oraz niepewności jak poprzednim razem. Korzystając z doświadczenia nabytego w minionym sezonie, trenowałem nieco mądrzej - włączyłem trzydziestokilometrowe niedzielne wybiegania oraz długaśne biegi planowanym tempem startowym i szybszym, aby sprawdzić czy nie przeceniam zanadto swoich możliwości.

18. Cracovia Maraton - zawodnicy biegnący pod Wawelemfot. S. Gruchalski; ZIS K-ków;

Aby uniknąć niepotrzebnego stresu, po pakiet startowy wybrałem się wracając z pracy w piątek. Nie miałem daleko - jak w przypadku innych, dużych krakowskich  biegów, biuro zawodów ulokowane było w budynkach przy stadionie Wisły. Dużo miejsca, okienek bez liku, a wszystko dobrze zorganizowane. Numer odebrałem w dwadzieścia sekund, a potem, nieco dalej pakiet, też bez żadnej zwłoki.
Sporą część przestrzeni zajmowało EXPO. Z ciekawości, ale też potrzeby (po swojemu nie zorganizowałem sobie biegowej wyprawki) przeszedłem wzdłuż stoisk, aliści zakupów nie zrobiłem, bo ceny wydały mi się wysokie i na wszystkich stoiskach jednakie. Pomyślałem wrócić jeśli w mieście lepszej ceny nie znajdę - znalazłem ale tylko o złotówkę - nie ma to jak zakupy w sieci.

Bieg Nocny - start na Rynku Głównym - Kraków, kwiecień 2019Bieg Nocny, fot. S. Gruchalski; ZIS K-ków;

Pakiet startowy jak to pakiet. Różne niezbyt wartościowe i przydatne bzdurki, z wyjątkiem być może koszulki. Choć ze skromnym wzorem, zdaje się być bardziej zaawansowana niż szmatki, które dotychczas dostawałem. Materiał, w dotyku przyjemny, wedle opisu oddycha i chłodzi - wygląda na taki, lecz sprawdzić nie miałem okazji, bo ze względu na aurę, o czym będzie za chwilę, pobiegłem w rękawie.
Poza tym: żel energetyczny polskiego producenta, batonik, dwa żelki oraz mydło w płynie. Marzy mi się czasami, że pakiety staną się nieco bardziej "profesjonalne", choć rozumiem, że to ściętej głowy raczej jest marzenie, ze względu na duże i trudne do poniesienia koszty. Ciekaw jestem jak to jest w przypadku wielkich i renomowanych w Świecie biegów.

Mini Mini Cracovia Maraton - bieg dla dzieciMini Mini Maraton - fot. S. Gruchalski; ZIS;

Przyszła sobota - dzień imprez towarzyszących.
O ile 14 edycja Maratonu na Rolkach (12 okrążeń Błoń Krakowskich) nie bardzo mnie interesuje, podobnie jak start w Mini Cracovia Maratonie (4,2 km ku czci Piotra Gładkiego, jedynego dotychczas zwycięzcy Cracovia Maraton Polaka, który dwa tygodnie po owym wyczynie zginął tragicznie w wypadku drogowym), o tyle w Nocnym Biegu chętnie byłbym wystartował.
Moje córki natomiast, gdyby jeszcze nie dorosły, pchnąłbym z chęcią do udziału w Mini Mini Cracovia Maratonie, widząc szczery entuzjazm i zaaferowanie jego małych uczestników odbierających pakiety, a potem biegnących. Spójrzcie na zdjęcia i przyznajcie, że to świetny pomysł.
W żadnej z powyższych imprez udziału nie wziąłem z racji czekającego mnie nazajutrz biegu. Natomiast pod wieczór udałem się sprawdzić czymże jest Pasta Party. Kawałek smacznej lazanii z przyjemnością zjadłem, pożartowawszy wcześniej z sympatycznymi woluntariuszkami. Jako że stawiłem się na miejscu późno, określenie "Party" zdawało się jednak nieco na wyrost - w wielkim namiocie spotkałem kilka małych grupek. Być może o innej porze i przy bardziej sprzyjającej pogodzie gości byłoby więcej - sprawdzę przyszłym razem.

Bieg Nocny - zawodnicy na Bulwarach Wiślanych, Kraków 2019Bieg Nocny - fot. S. Gruchalski; ZIS;

W niedzielę pobudka o szóstej, trzy godziny przed startem. Zwyczajowo, na śniadanie, bułka z orzechowym masłem, banan i cały czas woda pita małymi łyczkami. O siódmej, by uniknąć problemów z dojazdem (od 7.30 pół Krakowa wyłączone z ruchu) oraz parkowaniem, wziąłem przygotowane poprzedniego wieczora ciuchy i pojechałem do biura swojej firmy w centrum. Bez pośpiechu się przebrałem - na zewnątrz 12 stopni i deszcz siąpił więc stanęło na cienkiej bluzie z długim rękawem, krótkich portkach i niezbędnej w takich razach czapce z daszkiem. Do tego buty startowe i porządne biegowe skarpety. Całości dopełniała nerka z przypiętym numerem i sześcioma żelami energetycznymi w szlufkach. W nerce klucze i 2 galaretki w cukrze na wszelki wypadek.
Resztę czasu poświęciłem na wgranie do zegarka planu wedle, którego chciałem pobiec. Od kilku dni próbowałem ocenić na co mogę liczyć. 3 godziny 10 wydawało się być w zasięgu, a 3 i 8 minut byłoby sukcesem, który z nadzieją pozwalałby patrzyć na szanse osiągnięcia tegorocznego Celu. Ostatecznie plan był taki: 2 kilometry na rozgrzewkę niezbyt szybko (ok. 4:55 min/km), potem 19 szybciej (poniżej 4:35) i reszta jeśli się uda poniżej 4:25. Och jaki człowiek jest naiwny!

18. Cracovia Maraton - start zawodników na wózkachfot. S. Gruchalski; ZIS;

Kwadrans po ósmej spotkaliśmy się w małej grupce na wspólnej rozgrzewce. 2 kilometry, wolnym tempem i 3 przebieżki po Krakowskich Plantach zawiodły nas na Rynek gdzie zebrał się już tłum biegaczy, a zewsząd wciąż schodzili się kolejni. Śmiechy, harmider, wspólne zdjęcia - ogólnie świetny nastrój.
W międzyczasie wystartowali uczestnicy na wózkach - akurat przechodziłem kładką ponad nimi - widok był fascynujący. Fala zawodników - z przodu profesjonaliści, ci w wózkach bolidach, a za nimi grupa w tych, które popychasz korzystając z obręczy przy kołach. Uderzył mnie ten obraz i stał się symbolem siły woli oraz hartu ducha. Wielu z tych mocarzy mijaliśmy później po drodze gdy wytrwale parli do przodu. Wyobraźcie sobie ten dystans, 42 kilometry - czapki z głów!

Kibice dopingujący uczestników 18. Cracovia Maratonfot. S. Gruchalski; ZIS;

Ani się obejrzeliśmy, a już trzeba było stawać do startu. Zająłem pozycję. W oddali widziałem baloniki na 3:15. Równo o dziewiątej, po wspólnym odliczaniu i przy wtórze muzyki ruszyliśmy w drogę, która powieść nas miała poprzez całe miasto:

Wawel - Błonia - nawrotka na Rondzie Matecznego (10 km): no cóż to początek, człowiek dziwi się, że idzie tak łatwo - trzymam się planu, biegnę tempem 4:39. Na siódmym kilometrze, w przeciwną stronę przebiegła Elita, nam do tego miejsca pozostały jeszcze 4 kilometry.

Bulwary Wiślane - Stopień wodny - Aleja Pokoju (20 km): nadal dobre samopoczucie i trzymam się planu (4:29). Trasa ciekawa, małymi uliczkami, których nie kojarzę, bo choć biegam w tej okolicy to zawsze nieco z boku. Deszcz cały czas siąpi, tak będzie już do końca. Mnie to nie przeszkadza, raczej cieszę się, że chłodno. Na stopniu wodnym mijam Pacemakerów na 3:15, gadają sobie i żartują w najlepsze podczas gdy ja staram się nie robić żadnych zbędnych ruchów - to niesprawiedliwe!

Cybrian Kotut - zwycięzca 18. Cracovia Maratonfot. S. Gruchalski; ZIS;

Tauron Arena - al. Jana Pawła II - pętla w Nowej Hucie (30 km): zwiększanie tempa jakoś mi nie wyszło, dobrze że choć utrzymuje się 4:29. Roję sobie przyspieszyć gdy wrócimy nad Wisłę - wolne żarty!
Wciąż jednak biegnie się lekko, zjadłem już 5 z 6 swoich żeli, piję kilka łyków co 2,5 kilometra na każdym wodopoju. Na 22 kilometrze lekkim krokiem dobiega do mnie nieznajomy, z którym zamieniliśmy kilka słów na temat nadbiegającej z przeciwka Elity (tym razem dzieliło nas już 13 kilometrów). Myślałem, że Nieznajomy dołączy lub zostawi mnie z tyłu, jednak to on odstał - jeszcze się spotkamy.

al. Jana Pawła II - Tauron Arena (35 km): tempo nadal 4:29, pewnie dlatego, że jest lekko z górki. Niewiele z tej części utkwiło mi w pamięci - szeroka aleja, zabudowa niezbyt interesująca i mało co się działo. A może to wtedy właśnie zaczął się dla mnie prawdziwy Maraton i wynikające z tego kłopoty z pamięcią, bo coraz częściej śmieję się do myśli iż zbliża się meta.

Szczęśliwy biegacz po ukończeniu 18. Cracovia Maratonfot. S. Gruchalski; ZIS;

al. Pokoju - Bulwar Kurlandzki - Wawel - Rynek (42,195 km): tempo 4:44. Znów się sprawdziło, że maraton zaczyna się po 30 kilometrze. Mnie udało się przebiec nieco dalej zanim jedyną myślą pulsującą w głowie było "Niech to się już skończy!". Choć serce trzymało się nadspodziewanie dobrze, to nogi już nie chciały za bardzo się ruszać. Skupiłem się na tym by nie ulec pokusie i nie przejść do marszu. Udało się, choć momentami jeno wolno truchtałem.
Na 41 kilometrze usłyszałem spikera, wykrzykującego coś z entuzjazmem o nadbiegających balonikach z napisem 3:15. "O nie!", pomyślałem, "Nie po to Wam uciekam taki szmat drogi, żebyście mnie na samym końcu dogoniły!". Zacząłem kopać w poszukiwaniu resztek mocy i gdy już, w swoim mniemaniu, zerwałem się do szaleńczego biegu, ktoś poklepał mnie w ramię radośnie oznajmiając "Jednak Cię dogoniłem.". To mój towarzysz z 22 kilometra. Dowcipna riposta lub choćby powinszowanie udanego biegu przyszły mi do głowy zaledwie po dwóch godzinach - zaiste w kiepskiej byłem wtedy formie.
Na szczęście do końca został już tylko kawałek. Wpadłem na metę - czas netto 3:13:08 - natrętnym balonikom dogonić się nie dałem.

Maratończyk na wózku na mecie 18. Cracovia Maratonfot. S. Gruchalski; ZIS;

Zmęczyłem się. Ze względu na skurcze pojawiające się przy każdym głębszym ruchu szybko porzuciłem próby jakiegoś dokładniejszego rozciągnięcia i z medalem na szyi ruszyłem wgłąb strefy dla zawodników. Pobrałem naleśnika i jedząc zawróciłem aby poczekać na kumpla, który jeszcze był w trasie. Przybiegł już po chwili, bijąc swój życiowy rekord. Wokół, pomimo ogólnego zmęczenia, buzowały emocje i radość. Wszędzie gratulacje, uściski, i zdaje się łzy także.
Z ciekawością poszedłem do strefy masażu, do czego zachęcał bardziej doświadczony kolega, obiecując, że w ten sposób dojdziemy do siebie w znacznie krótszym czasie. Nieco obawiałem się kolejki, a tu proszę, niespodzianka - w namiocie kilkadziesiąt stołów, przy każdym dwóch masażystów, od ręki znalazło się dla każdego z nas miejsce. Teeeego mi było trzeeeebaaaaa! Na stół wdrapałem się z trudnością, aby po kilku chwilach zejść z niego już bez większego problemu. Łydki i uda już tak nie dokuczały, mogłem nawet przykucnąć co nieco. Dla mnie bomba, choć kolega trochę kręcił nosem.
Pomimo płachty termoizolacyjnej na grzbiecie, zimno zaczęło dokuczać nam na dobre. Okazało się, że krótkie spodnie i morka cienka bluza to nie jest wystarczające okrycie na deszcz przy 12 stopniach. Po chwili oboje trzęśliśmy się potężnie, więc bez zbędnej zwłoki rozeszliśmy się każdy w swoją stronę.

18. Cracovia Maraton - emocje długodystansowców na meciefot. S. Gruchalski; ZIS;

Po powrocie do biura, zmieniwszy mokre ciuchy i czekając, aż nieco się rozgrzeję, zajrzałem do sieci, aby sprawdzić co też mi umknęło.
Otóż, po latach prób, rekord trasy został w końcu pobity tak wśród mężczyzn jak i kobiet. Kenijczyk Cybrian Kotut jako pierwszy w historii Cracovia Maraton zszedł poniżej 2 godzin i 10 minut, bijąc rekord z 2009 o ponad 2 minuty, zaś Ukrainka Wiktoria Chapilina poprawiła o 11 sekund rekord z roku 2011. Zapewne ucieszyło to organizatorów, którzy nie tylko starają się utrzymać prestiżowy certyfikat IAAF Road Race Bronze Label ale i zawalczyć o jego wyższy, Srebrny poziom.
Bieg ukończyło 5183 zawodników w tym 889 kobiet, to piąty wynik w jego historii.
Z  ciekawości, aby sprawdzić ile mnie, późno zaczynającego przygodę z bieganiem, może jeszcze czekać sezonów, sprawdziłem jak radzili sobie najstarsi uczestnicy: 82 latek i 71 latka. Wynik witalnej zawodniczki całkiem mnie zadziwił - 03:50:20. Daje to 54 miejsce wśród 304 trzydziestolatek.

18. Cracovia Maraton - emocje po zakończeniu biegufot. S. Gruchalski; ZIS;

Tak zakończył się dla mnie Cracovia Maraton. Po powrocie do domu na kilka minut wskoczyłem do wanny z lodowatą wodą (póki co wierzę, że  przyspiesza to regenerację). Następnego dnia prawe kolano nie chciało się zginać i choć myślałem, że to coś poważniejszego, po kolejnym dniu wróciło do normy. Przez dwa dni z trudem schodziłem po schodach, a na cztery zawiesiłem bieganie - wykorzystam te chwile na blog i planowanie.

Zmęczony uczestnik 18. Cracovia Maraton na meciefot. S. Gruchalski; ZIS;

Pozwólcie mi jeszcze na krótkie podsumowanie i kończę.
Jeśli tylko los pozwoli, to w przyszłym roku znowu stanę na starcie Cracovia Maraton, bo atmosfera i organizacja tego biegu są, w mojej ocenie, pierwszej próby.
Poprawiłem życiówkę aż o 9 minut, więc na swój wynik nie mogę narzekać, nawet jeśli mnie martwi rosnąca świadomość, że tegoroczny Cel nazbyt sobie postawiłem ambitny i nie pomogą mi w jego realizacji żadne analizy, wnioski z biegu ni Plan, który z nich wysnuję.
Nic to, poddać się nie zamierzam! Toć nikt nie gwarantował sukcesu, ani też nie mówił, że to będzie łatwe.

Relacja z biegu 4 Maraton 2
odpowiedz

MagdaMG

04 maja 2019 - 06:10 Brawo!!! Brawo za bieg i brawo za tekst - czyta się to wspaniale :) Ja dopatrzyłam się innej (dodatkowej) realizacji Celu... Jeśli chodzi o złamanie magicznej "trójki" to z tego co widzę - byłeś 299 :D A tak poważnie, 9 min lepiej - to baaardzo dużo. Pozostaje teraz chwilkę odsapnąć, pozbyć się "betonu" z nóg i ruszyć biegiem (patrząc na Twoje tempo to raczej galopem ;)) :) P.S. Mnie to baaardzo motywuje. Dziękuję :)

Demiurg

08 maja 2019 - 20:04 Nie zasługuję na takie pochwały :) A "galop", z jakiegoś powodu, przywołał mi przed oczy scenę z filmu "Edi zwany Orłem", która mnie kompletnie zauroczyła. Edi, najgorszy, wręcz tragiczny, skoczek świata, spotyka w windzie na szczyt skoczni najlepszego. A ten, choć wydawał się kompletnym mrukiem, zagaduje w ten deseń "Ze wszystkich tu startujących Ty i ja jesteśmy do siebie najbardziej podobni. Każdy z nas walczy tu jedynie ze swoją słabością.". I tak też chyba jest z tym naszym bieganiem. Nieważne szybko czy wolno, byle pokonać jakieś swoje ograniczenie. A ten pozytywnie zakręcony film szczerze polecam.